Od jakiegoś czasu zaczęłam obserwować u siebie radykalne zmiany. Tak, te w wyglądzie również ;), ale dziś skupmy się na tych duchowych. Jeszcze nie tak dawno nie tolerowałam u nikogo spóźnienia, a u siebie tym bardziej. Kilka tygodni temu, jak co dzień rano, w biegu witałam się z sąsiadem, który podlewał trawnik. Jak co dzień, moje plecy przyjmowały jego słowa: „ nie tak szybko!”. W końcu zaczęłam zastanawiać się kiedy do tego doszło…W którym momencie rozluźniłam warkocze i przystopowałam…tzn. przyspieszyłam :D. Spóźniałam się do pracy, na wizytę u lekarza, nawet na randkę w kinie…po prostu WSZĘDZIE! W mig przypomniały mi się wszelakie pretensje rzucane po omacku na każdego spóźnialskiego. Przymykałam oko w momencie, gdy czułam skruchę grzesznika ( :D) lub, gdy brzęczał mi telefon z cichym skomleniem o przebaczenie i łaskawe czekanie. Gdy żadnej z tych rzeczy nie doświadczyłam, gotowa byłam posunąć się nawet do zerwania znajomości. Tak, tak, dobrze czytacie! Nie ważne były dla mnie powody opóźnień. Chore dziecko? kolejny remont głównej ulicy w mieście? wizyta na pogotowiu? Nic z tych rzeczy nie zasługiwało na wybaczenie.

Wkrótce karma dopadła i mnie. Gdy rzucony pech zaczął przybierać w rozmiarach, poznałam co to znaczy błaganie na kolanach. Role się odwróciły. Miło, nie? Właśnie nie bardzo…Zaczęłam patrzeć przychylnym okiem na świat dookoła. Nie dziwiłam się, że matka krzyczy na „biedne” dziecko, które płaczem chce pozyskać kolejny w tym tygodniu baton, że pani w sklepie przegapiła jogurt z wczorajszą datą przydatności do spożycia i go zakupiłam, czy na krzykliwą babcię domagającą się wolnego miejsca na dwa przystanki…
Nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje. Lubimy patrzeć i mówić szybciej, niż myślimy. Od razu wyciągamy wnioski, bo dlaczego „ja” mam się mylić. JA??!

Nie tak dawno zdobyłam się z siostrą na szczerą, od tak dawna, rozmowę. Wspomniała o dniu, w którym bliskie jej koleżanki z roku nie chciały się z nią spotkać. Argumentowały, że nie mają czasu, że muszą nadrobić zaległości w nauce, że imieniny u cioci…bla, bla, bla. Jakież było jej zdziwienie, kiedy postanowiła wybrać się na zakupy do galerii handlowej. Idąc spokojnie alejkami, oglądając się coraz za atrakcyjnymi wystawami sklepowymi, wprost wpadła na wspomniane wcześniej koleżanki. Ogarnęła ją prawdziwa furia. Nie dość, że (podobno) żadna z nich nie miała czasu to, na domiar złego, spotkały się wszystkie razem i spacerowały po galerii w najlepsze. Siostra zrobiła dwa głębokie wdechy i…zaczęła je solidnie opieprzać. Na jednym wdechu powiedziała, że tak się nie robi, że mogły powiedzieć wprost, że jest jej przykro, że czuje się zawiedziona… Pomyślicie, że takie koleżanki, to nie koleżanki i żeby dała sobie spokój tej znajomości? One biedne szukały razem prezentu na zbliżające się urodziny mojej siostry.

Świat pędzi, a my razem z nim. To domena naszych czasów. Nie zauważamy małego dziecka błąkającego się samotnie po ulicy, staruszki niosącej ciężkie zakupy, czy omdlałej osoby na chodniku w upalny dzień. Jednak jeśli chodzi bezpośrednio o nasze dobro, reagujemy w ułamku sekundy. Przystopuj z codzienną gonitwą. Zatrzymaj się na chwilę. Weź głęboki wdech i porozglądaj dookoła. Pamiętasz kiedy ostatni raz wsłuchiwałeś się w śpiew ptaków? Siadłeś przy fontannie, zamknąłeś oczy i wyobrażeniami byłeś nad morzem? Życie to nie tylko czas spędzony w pracy, kupowanie nowego auta czy remont mieszkania…Kiedy będziesz miał czas czerpać pełnymi garściami z piękna tego świata? Powiesz, że pewnie na emeryturze… :/. Jesteś pewien, że będzie Tobie to dane? KIEDY JAK NIE TERAZ???

J.